Stolica jest spoko

Do stolicy przeprowadziłam się ponad 2 lata temu. Rano zdawałam egzamin licencjacki na Uniwersytecie Wrocławskim, a po południu siedziałam już w autobusie do Warszawy.

To była jedna z najgorszych podróży w moim życiu. Jechałam razem ze swoim chłopakiem, który swoją drogą, był jednym z głównych powodów mojej przeprowadzki. Trasa minęła mi na płaczu i śnie – gdy zmęczyło mnie szlochanie, zasypiałam, po jakimś czasie budziłam się i tak w kółko.

We Wrocławiu zostawiłam bardzo dużo – przyjaciół, siostrę z najukochańszym siostrzeńcem na świecie, ulubione knajpy i miasto, które kochałam całym swoim sercem.

Kilka, ba, kilkanaście miesięcy w nowym miejscu było nie do zniesienia. Pierwsza czynność po otwarciu oczu to płacz. Wiesz jak to jest czuć się jak gówno, w które ktoś właśnie wdepnął i mozolnie, bluźniąc pod nosem, rozciera cię po chodniku przez następne 100 metrów? Tak czułam się po przeprowadzce do Warszawy – zdawałam sobie sprawę w jak beznadziejnej sytuacji się znalazłam i z każdą sekundą uświadamiałam sobie, że apogeum rozpaczy jest za najbliższym rogiem.

Przeprowadziłam się do wielkiej, betonowej metropolii, do której przyjeżdżają rolnicy swoimi traktorami, żeby powiedzieć politykom „serdeczny chuj wam w dupę”, a końcem końców, utrudniają życie zwykłym mieszkańcom, którzy spóźnią się przez strajk do szkoły/pracy/na spotkanie. Ale co tam kurwa, nam można uprzykrzyć życie!

Nie potrafiłam sobie poradzić z samotnością, z tym, że jedyną bliską mi tutaj osobą jest mój chłopak. Nie miałam przyjaciół, koleżanek. Nikogo z kim mogłabym wyjść na kawę, piwo. Do tego miałam gównianą pracę, której nie znosiłam, studiowałam coś, co po pół roku okazało się pomyłką. Nawet podróż do domu rodzinnego stała się gorsza – o wiele dłuższa niż z Wrocławia, do tego połączenia komunikacyjne są gorsze.

Nie mogłam się tutaj odnaleźć. Jestem osobą, która nienawidzi mieszkać w mieście, którego nie zna, a Warszawy nie znałam wcale. Wszystkim dookoła mówiłam, że nienawidzę tego miasta. Jest wielkie, brzydkie, wszyscy się spieszą i napierają na ciebie w komunikacji miejskiej, bo przecież kurwa to ostatnie metro, jakie podjedzie, nie będzie kolejnego za TRZY minuty!

Samo patrzenie na ludzi mnie wkurwiało. Choć nie, wkurwia mnie nadal, więc to raczej nie wina Warszawy.

Po roku codziennej męki jednak zaczęłam zauważać plusy tego miasta. Zmieniłam pracę na lepszą, zaczęłam poznawać nowych ludzi, niektórzy z nich są mi obecnie bardzo bliscy. Dostrzegałam coraz więcej plusów, możliwości, jakie daje mi to, że mieszkam w tak dużej metropolii – fajne knajpy, koncerty, plaża, perspektywy rozwoju. Niedawno nawet napisałam przyjaciółce, że zaczynam lubić to miasto.

I choć zajęło mi to sporo czasu mogę Wam coś powiedzieć.. Warszawa jest spoko!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s